|
|
y dalsze jej slowa.olStas nie znalazl tym razem dla niej zadnej pociechyb bo i sam byl przekonanyb ze nie masz dla nich ratunku. Oto wjechali w kraine nedzyb glodub zwierzecych okrucie?stw i krwi. Byli jak dwa listki marne wsrod burzyb ktora niosla smier? i zniszczenie nie tylko pojedynczym glowom ludzkimb ale calym grodom i calym plemionom. Jakaz reka mogla wyrwa? z niej i ocali? dwoje malychb bezbronnych dzieci?olKsiezyc wytoczyl sie wysoko na niebo i zmienil jakby w srebrne piora galazki mimozy i akacyj. W gestych dzunglach rozlegal sie tu i owdzie przerazliwyb a zarazem jakby radosny smiech hienb ktore w tej krwawej krainie znajdowaly az nadto ludzkich trupow. Kiedy niekiedy oddzial wiodacy karawane spotykal sie z innymi patrolami i zamienial z nimi |