|
|
esciab wszyscy zazdroszcza mub albowiem splywa na niego laska bozab ktora gladzi poprzednie jego grzechy.olZapadla gleboka nocb a z nia razem przyszedl i dojmujacy chlod. W szeregach rozleglo sie parskanie konib a przeskok od dziennego upalu do zimna byl tak mocnyb ze skory rumakow poczely dymię i oddzial jechal jak we mgle. Stas pochylil sie zza Idrysa ku Nel i zapytal:ol– Nie zimno ci?ol– Nie – odpowiedziala dziewczynka – ale... juz nas nikt nie obroni...olI lzy stlumily dalsze jej slowa.olStas nie znalazl tym razem dla niej zadnej pociechyb bo i sam byl przekonanyb ze nie masz dla nich ratunku. Oto wjechali w kraine nedzyb glodub zwierzecych okrucieństw i krwi. Byli jak dwa listki marne wsrod burzyb ktora niosla smierę i zniszczenie nie tylko pojedyn |